Na plaży w Powidzu

Jak na czerwiec, ostatnie tygodnie są wyjątkowo gorące. Nie żeby nas to szczególnie martwiło – w końcu na lato czeka się przez większość roku (szczególnie w kraju, w którym przez wiele miesięcy jest szaro i pochmurno). Z drugiej strony, przy temperaturze powietrza przekraczającej 30 stopni Celsjusza wycieczki krajoznawcze stają się dość trudne. Cóż, pozostaje przełączenie się w tryb plażing & leniwy relaks. Na szczęście Wielkopolska (a przynajmniej spora jej część) to kraina jezior, więc jest w czym wybierać. Tych najbardziej znanych, kultowych wręcz miejscówek jest kilka: Sieraków, Boszkowo, Lusowo, Skorzęcin i oczywiście Powidz. To właśnie do Powidza – leżącego we wschodniej części Pojezierza Gnieźnieńskiego – pojechaliśmy na początku czerwca. Miejscowość ta, choć pozornie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, zaskoczyła nas kilkukrotnie.

DSC_1040_00001

Pierwszym zaskoczeniem była liczba osób, które miały dokładnie taki sam pomysł na niedzielne popołudnie. Samo znalezienie miejsca parkingowego (a bez auta ciężko się tu dostać) zajęło dobre 20 minut. Tu od razu dobra rada – szukajcie parkingu położonego dalej od centrum/zejścia nad jezioro. Fakt, że auta stoją tu wszędzie: wokół rynku, przy kościele, wzdłuż wąskich uliczek i – co najgorsze –wzdłuż niemal całej dlugości plaży. Na szczęście nam się udało.

Małe miasto nad dużą wodą

Powidz, w części położonej dalej od plaży, to spokojne miasteczko – a w zasadzie wieś – gdyż stracił prawa miejskie w 1934 roku. Miastem był jednak przez 700 lat, a lokowany został w 1243 roku – czyli wcześniej niż Poznań czy Kalisz. Układ miejscowości do dzisiaj pozostał typowo miejski. Jest rynek, promieniście rozchodzące się od niego uliczki i stojący na południe od rynku kościół farny pw. Świętego Mikołaja. Tego ostatniego nie zwiedziliśmy od środka – nadrobimy to następnym razem. Podczas tej konkretnej wycieczki najważniejsze było Jezioro Powidzkie – największy akwen tego typu, położony w całości w Wielkopolsce. Jest to jezioro dość długie i głębokie (do 50 m) i o bardzo czystej i przejrzystej wodzie. Ciekawostka: przez ponad 100 lat środkiem akwenu biegła granica pomiędzy Prusami a Rosją, a z wody wystawały słupki graniczne, z rozciągniętym pomiędzy nimi łańcuchem.

Pierwszym sygnałem, że jesteśmy w arcywakacyjnym miejscu, był sklep z dmuchanymi zabawkami plażowymi na rynku. Dalej wrażenie to tylko się potęgowało. Do głównej plaży można zejść kilkoma drogami. Niezależnie od tego, którą wybierzecie, znajdziecie się w typowo wakacyjnej wiosce. Jest plaża (a nawet dwie), kąpieliska, promenada wzdłuż jeziora, a przede wszystkim marina oraz liczne pomosty z zacumowanymi łodziami. Niewątpliwie tym, co odróżnia Powidz od wielu innych wypoczynkowych miejscowości położonych nad jeziorami jest liczba jachtów i żaglówek. I nie stoją tu one na pokaz! Pomimo palącego upału, kilkanaście jednostek było cały czas na wodzie. Nie da się ukryć, że jachty są też wyjątkowo fotogeniczne. Co więcej, żeby poczuć wiatr w żaglach, wcale nie trzeba wydawać worka bejmów na własny statek. Bez problemu można tu wyczarterować mniejszą lub większą jednostkę, albo zamówić rejs ze sternikiem.

DSC_1090_00001

DSC_1056

DSC_1080

Jak podróż w czasie

Centrum tutejszego życia jest Powidzki Ośrodek Sportu i Rekreacji. Obiekt jest dość… specyficzny. Najprościej można to opisać stwierdzeniem, że Powidz to miejsce, gdzie można cofnąć się w czasie o 20 lat, wykonując zaledwie jeden obrót. Z jednej strony – patrząc na jezioro – widzimy nowoczesne jachty, osoby trenujące stand-up paddle czy inne sporty wodne, jest i fajne kąpielisko. Z drugiej strony ciągnie się rząd pawiloników, które bardzo kojarzą się nam z wczesnym dzieciństwem w latach 90. Jest więc piwo w plastikowych kubkach, kręcone lody i wata cukrowa reklamowane przez krzykliwe szyldy, są automaty do gier (flippery i cymbergaj) i dwa bary, wokół których unosi się zapach oleju do smażenia. Wreszcie jest toaleta, tutaj nazywana sanitariatem, nadal pokryta dachem z eternitu. Mimo że obrazek ten budzi w nas pewną nostalgię, to wydaje nam się, że jeśli lokalne władze nastawiają się na sporty wodne, to warto by trochę popracować przynajmniej nad estetyką.

Co jest na pewno bardzo fajne, to ciągnąca się na długości 1500 metrów nadjeziorna promenada, łącząca dwie plaże – „oficjalną” i dziką (równie dużą i zaopatrzoną we wszystkie niezbędne udogodnienia . To świetne miejsce na spacer (najlepiej z lodami w ręce). Najpierw jednak zrealizowaliśmy nasz podstawowy cel, jakim było kilka godzin relaksu na plaży. Raczej w cieniu i z książką, ale jednak czując zapach piasku i słysząc charakterystyczny dla wszystkich kąpielisk szum i gwar. I trzeba przyznać, że było to bardzo relaksujące popołudnie.

Kolejnym zaskoczeniem (a przy okazji pewnym znakiem czasów), jakie zaserwował nam Powidz, była liczba obcokrajowców na uliczkach tej, jakby nie patrzeć, malutkiej miejscowości, a przede wszystkim na plaży i deptaku. Pierwszy pomysł – goście weselni z pobliskiej restauracji – okazał się błędny. Olśniło nas dopiero przy wyjeździe, kiedy minęliśmy powidzką bazę wojskową. To żołnierze z amerykańskiego kontyngentu, stacjonującego w Powidzu. Miło widzieć, że czują się tu dość swobodnie. Powidz, który liczy zaledwie 1000 mieszkańców, nie oferuje zbyt wielu innych rozrywek, ale jezioro ewidentnie przypadło im do gustu.

Ciuchcią na plażę

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej – chwilowo nieczynnej – atrakcji Powidza. Mowa o Gnieźnieńskiej Kolei Wąskotorowej. Linia o rozstawie szyn 750 mm biegnie z Gniezna, przez Niechanowo do Powidza (nigdy nie było tu linii normalnotorowej) i dalej do Anastazewa. Jest to szalenie malownicza trasa, łącznie z tym, że spory jej odcinek przebiega brzegiem Jeziora Powidzkiego, a z wagonu można było dosłownie wyjść na plażę. Niestety, ze względu na zły stan torów pociągi nie kursują od 2015 roku. Lokomotywy są sprawne, tabor również, dlatego czekamy na ten remont niecierpliwie. Mamy nadzieję, że wreszcie dojdzie on do skutku, choć pewnym utrudnieniem może być to, że trasę przecina granica powiatów (co oznacza, że dwa samorządy muszą się dogadać). Jeśli jednak kolejka wróci na tory, to na pewno się nią przejedziemy.

Czy warto pojechać do Powidza? Oczywiście! To bardzo przyjemne miejsce na popołudnie lub nawet cały dzień na plaży i nad jeziorem – szczególnie jeśli lubicie sporty wodne. Czasami trzeba przymknąć oko na „czar lat minionych”, ale nie przyćmiewa to uroku samego jeziora, a to ono jest tu główną atrakcją.

DSC_1100

DSC_1029

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s